piątek, 15 lipca 2011

Malazańska Księga Poległych i gry fabularne


Jak to właściwie jest z tą oryginalnością Malazańskiej Księgi Poległych? Dzięki uprzejmości Adama Whiteheada z bloga The Wertzone mam Wam dziś do zaprezentowania odrobinę kontrowersyjny artykuł poruszający właśnie tę kwestię. Do lektury zapraszam na serwis Poltergeist.

środa, 13 lipca 2011

Recenzja gry. Outland


Na stronie Polygamii pojawiła się kolejna recenzja gry mojego autorstwa – tym razem padło na stylizowaną platformówkę w starym stylu, Outland. Zapraszam do przeczytania recenzji.

wtorek, 12 lipca 2011

Testament Damoklesa: Wełnicki kontratakuje


Wreszcie, po przerażająco długim okresie ciszy, mogę (z ledwo skrywaną dumą) oficjalnie ogłosić jesienną premierę mojej nowej książki, Testamentu Damoklesa. Z krótką notką o treści książki możecie się zapoznać na stronie Agencji Wydawniczej Runa. Od siebie dodam tylko, że czytelnicy świata znanego ze Śmiertelnego boga oraz publikowanych tu i ówdzie opowiadań nie będą zawiedzeni.

Testament Damoklesa to owoc ponad rocznej pracy – pisania i zbierania materiałów. Powoli dojrzewam jako pisarz (jeszcze długa droga przede mną) i mam wrażenie, że ta powieść, znacznie lepiej niż opublikowane w ostatnich miesiącach opowiadania, oddaje tę ewolucję. Mam nadzieję, że kiedy wreszcie książka trafi na półki, jej lektura przyniesie Wam tyle samo satysfakcji, co mi jej napisanie.

PS.
Gwoli ścisłości, to nie jest okładka.

niedziela, 3 lipca 2011

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych, część 20


[Poniżej znajdują się spoilery do książek z cyklu Malazańskiej Księgi Poległych]

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych trwa. Przypominam: w tym cyklu przywołuję treść poszczególnych rozdziałów sagi, wdając się czasem w analizę lub interesujące dygresje. Oczywiście, moje posty są tylko cieniem rzucanym przez właściwy re-read, odbywający się na stronie wydawnictwa Tor. Osoby chcące pogłębić znajomość Malazańskiej Księgi Poległych kieruję tutaj. Dziś rozpoczynam omawianie Bram Domu Umarłych.

W przeciwieństwie do większości prologów z sagi, wprowadzenie do Bram Domu Umarłych nie przenosi nas tysiące albo i setki tysięcy lat w przeszłość, na zapomniane kontynenty, przeciwnie, umiejscawia akcję w jakiś czas po wydarzeniach z Ogrodów Księżyca, w stolicy Imperium Malazańskiego, Uncie. Cesarzowa Laseen przeprowadziła kolejną czystkę wśród możnych. Kapłan Kaptura – jak nakazuje zwyczaj, cały pokryty muchami - inauguruje święto swojego patrona, Godzinę Pragnienia. W łańcuchach znajdujemy Felisin Paran (siostrę kapitana Ganoesa Parana, znanego czytelnikom z Ogrodów Księżyca; w rzeczy samej to zdrada Ganoesa jest przyczyną, dla której Felisin została pojmana i odarta ze wszelkich szlacheckich przywilejów), były kapłana Fenera, kaleki Heboric, i małomówny zbir, Baudin.

Kapłan Kaptura zbliża się do więźniów, a kiedy Heboric się do niego odzywa, oznajmia, że ma mu do wyjawienia tajemnicę. Muchy, które obsiadły jego ciało zrywają się do lotu, i okazuje się, że pod spodem nie było żadnego kapłana.

Pojawia się nowa przyboczna Cesarzowej, Tavore (druga z sióstr Paran; najwyraźniej los Feilisin nic dla niej nie znaczy), w towarzystwie tajemniczej kobiety, T’jantar. Tavore, aby okazać swoją lojalność względem Laseen, musiała wybrać pomiędzy matką a Felisin. Wybrała matkę, ale ta i tak zmarła niedługo po ich ojcu.

Więźniowie są kierowani w stronę portu, gdzie zostaną załadowani na statki, ale strażnicy dają przyzwolenie motłochowi, aby dał upust gorejącej w nim złości. Felisin udaje się przeżyć tylko dzięki osłaniającemu ją Heboricowi i Baudinowi, zabijającemu lub okaleczającemu każdego zbliżającego się napastnika. Na sam koniec Baudin własnoręcznie urywa głowę jednej ze zniewolonych szlachcianek i rzuca ją w osłupiają tłuszczę, kupując całej trójce czas potrzebny na dostanie się na statek.

Pierwszy rozdział przenosi nas rok do przodu, na inny kontynent (a raczej subkontynent), Siedem Miast. Para niecodziennych towarzyszy, Icarium, pół-jaghut (w Ogrodach Księżyca Anomander Rake wspominał o nim podczas rozmowy z Barukiem; Icarium miał być konstruktorem tysiącletnich mechanizmów zegarowych wciąż stojących w Darudżystanie), i Mappo, Trell, obserwuje demonicznego zwiadowcę Tronu Cienia, aptoriankę, teraz znajdującą się pod kontrolą sha’ik (świętej przywódczyni buntu). Uff. Dużo informacji jak na jedno zdanie. Bohaterowie podejrzewają, że Tron Cienia wysłał demona na przeszpiegi w okolice obozu sha’ik, oczekując zbliżającej się konwergencji.

Icarium i Mappo to jedna ze słynnych eriksonowskich grup bohaterów, które podróżują przez pustkowia bez wyraźnego celu przez wiele książek (wiem, wiem, Icarium pragnie odzyskać utracone wspomnienia). Mimo wszystkich perturbacji, ich wątek wydaje mi się nazbyt statyczny i chociaż obfituje w ciekawe informacje, nie należy do moich ulubionych.

Podczas swojej wędrówki przez pustynię, para natrafia na ślady d’iversa (osoby potrafiącej zmienić się w chmarę jakichś zwierzęcych istot) Gryllena (przybierającego postać stada szczurów), podążającego „tropem” konwergencji (tropem wspomnianej w poprzedzającym rozdział wierszu Ścieżki Dłoni). Okazuje się, że w tym samym kierunku zmierza wielu d’iversów i jednopochwyconych, wszyscy pragnący dostąpić ascendenci. Icarium ma nadzieję, że ta konwergencja pomoże mu poznać swoją przeszłość.

Z pustyni wyłania się wilk-d’ivers, Ryllandaras (brat Treacha, więcej o nim znajdziecie w Powrocie Karmazynowej Gwardii). Początkowo planuje zapolować na Icariuma i Mappo, ale kiedy ich rozpoznaje, potulnienie i oddala się, zapolować na aptoriankę. To jeden ze świetnych sposobów sugerowania potęgi poszczególnych postaci (zwracałem już na to uwagę w Ogrodach Księżyca, przy okazji demona Perły).

W drugiej części rozdziału poznajemy resztę głównych bohaterów Bram Domu Umarłych – imperialnego historyka Duikera, grubego kapłana Maela (pradawnego boga mórz), Mallicka Rela, wielką pięść Pormquala i wickańskich jeźdźców pod wodzą Coltaine’a. Ten ostatni zbuntował się kiedyś przeciwko Kellanvedowi, ale Cesarzowi udało się go jakoś zjednać. Gdyby nie groźba wiszącego nad Siedmioma Miastami powstania, Cesarzowa z pewnością by go tu nie ściągnęła.

Duiker i Mallick Rel rozprawiają o tradycji wysyłania uwięzionych magów do kopalni na wyspie otataralu (gdzie, od nadmiaru antymagicznego proszku, szaleją). Pojawia się ostatni żywy mag z kadry Siódmej Armii, Kulp. Przez chwilę wydaje się, że pomiędzy hissarskimi strażnikami a wickańskimi jeźdźcami dojdzie do utarczki, ale Coltaine rozładowuje sytuację.

Wreszcie, na Morzu Kansu, spotykamy starych znajomych: Kalama, Skrzypka, Crokusa i Apsalar. Ich łódź atakuje jednopochwycony dhenrabi (niechybnie zmierzający po Ścieżce Dłoni), ale, jak to ujął Skrzypek „wybrał sobie niewłaściwych rybaków” – istota ginie od jednego z wybuchowych pocisków Moranthów. W tej scenie dowiadujemy się jeszcze dwóch ważnych rzeczy: poznajemy pierwszą wersję historii Podpalaczy Mostów (oddział Skrzypka, prowadzony przez Kalama, ścigał Szybkiego Bena; Kalam i Szybki Ben byli w zmowie i chcieli ich wykiwać, ale Sójeczka się wszystkiego domyślił; bardzo to „finta w fincie”) i cel obecnej podróży Kalama – były Podpalacz Mostów zamierza zabić Cesarzową Laseen.

piątek, 1 lipca 2011

Recenzja. Wielki Bazar Kolejowy


Paul Theroux to bardzo barwna postać, pisarz i publicysta, który zwiedził pół świata; mieszkał w Ugandzie i Singapurze, gdzie pracował jako nauczyciel; na podstawie jego powieści powstało kilka filmów (w tym Wybrzeże Moskitów, w reżyserii Petera Weira, z Harrisonem Fordem w roli głównej), w swoim czasie znalazł się w centrum paru głośnych kontrowersji. Mnie osobiście najbardziej zdziwiło, że tak długo zajęło mi dotarcie do jego prozy podróżniczej… ale ten błąd został już naprawiony.

Wielki Bazar Kolejowy to bodaj najsłynniejsza powieść podróżnicza Theroux (nie ważę się jej nazwać reportażem, o czym za chwilę). Na trochę ponad czterystu stronach znajdziemy relację z czteromiesięcznej podróży autora kolejami Azji (w śledzeniu trasy nieocenioną pomocą służy załączona na początku mapka), zamkniętą elegancką klamrą kompozycyjną.

Pierwsze pytanie, jakie można zadać osobie, polecającej tę książkę (a ja polecam ją szczególnie gorąco), to: czym się ona różni od tuzinów innych, podobnych pozycji stojących na półkach księgarni? I dalej: co jest w niej wyjątkowego? Czemu warto ją przeczytać?

Na myśl przychodzi skala wyprawy. Oto w jednej książce otrzymujemy wgląd w codzienne życie niemal połowy świata – i to tej połowy, o której znowuż tyle się nie mówi. Z Wielkiego Bazaru… można się dowiedzieć naprawdę sporo o ludziach pochodzących z naprawdę pokaźnej liczby krajów. To raz. Dwa: Theroux wykładał literaturę, napisał niejedną powieść i to widać – operuje bardzo żywym, plastycznym językiem, potrafi oddać zarówno piękno, jak i brud, bez patosu. Jako narrator siedzi znacznie bliżej czytelnika, niż typowy podróżnik, a niecodzienna szczerość (być może wykalkulowana, kto wie?) nadaje relacji aurę autentyczności. Snuta w Wielkim Bazarze… opowieść potrafi być klaustrofobiczna, jak wagon tytułowej kolei, ale nigdy nie nudzi.

Trzeba też sobie uświadomić, że Theroux napisał Wielki Bazar… w połowie lat siedemdziesiątych, ponad trzydzieści lat temu, i dziś jego książka nie jest tylko oknem w przestrzeń, ale i czas. Niewiele jest regionów świata, które przeszły tak znaczące transformacje, jak te, przez które wiedzie szlak podróży. Zmieniały się rządy, ustroje, granice i prawa. Reżimy upadały, a inne powstawały z gruzów. Dziś odbycie tej samej wędrówki byłoby prawie niemożliwe (chociaż sam Theroux podjął tę próbę w 2005 roku).

Wreszcie, coś, co zasugerowałem na początku: Wielki Bazar… to powieść, która nie rości sobie prawa do miana reportażu (za co zawsze mam odrobinę żalu do Kapuścińskiego). Theroux nie sili się na obiektywność ani moralizatorstwo, nie jest też grzecznym, miłym podróżnikiem: potrafi być złośliwy i nieczuły, i egocentryczny, i interesowany, spotykane kultury ocenia przez pryzmat siebie; nie stara się filtrować własnych uprzedzeń ani wybielać współpasażerów. Wszystko to składa się na zajmującą powieść, która z całą pewnością nie mogłaby stanowić przewodnika. Nie sądzę, by Theroux koloryzował swoją relację (o czym w ostatnich akapitach sam autor czuje, że musi zapewnić), niemniej jednak nie jest on do końca wiarygodnym narratorem. Co więcej, wcale nie stara się wnikliwie poznać spotykanych ludów, słusznie, bo w tak krótkim czasie, jakby mógł? Zamiast tego przedstawia nam własne teorie i domysły, nie zawsze poprawne politycznie – i być może to jest największą zaletą Wielkiego Bazaru….

Wielki Bazar Kolejowy wywarł na mnie duże wrażenie, a to ostatnio zdarza się bardzo rzadko. Theroux udało się stworzyć nieuchwytny klimat dawnych podróży. Napisał powieść, która operuje pełną gamą emocji, która nie narzuca nachalnego morału, a jednak wiele ma morałów do zaoferowania.

środa, 29 czerwca 2011

Wracamy do formy

Po napiętych i pracowitych maju i czerwcu przychodzi czas rozluźnienia – w sam raz, żeby troskliwiej zająć się blogiem. W najbliższych tygodniach możecie się spodziewać wzmożonej aktywności, zarówno tu, jak i na stronach „stowarzyszonych”. Recenzje, wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych i inne atrakcje. Stay tuned.

czwartek, 16 czerwca 2011

Dzień darmowych gier fabularnych

Adrian „Borejko” Kuc był na tyle uprzejmy, aby zawiadomić mnie o zbliżającym się Dniu Darmowych Gier Fabularnych (18 czerwca), a że uważam rpg za bardzo pozytywne zjawisko – zarówno kreatywnie, jak i społecznie – to nie mógłbym postąpić inaczej, jak tylko Was o tej okazji poinformować.

Oddaję głos samemu Adrianowi:

Pięć lat temu po raz pierwszy odbył się Free RPG Day - inicjatywa North American Roleplaying Industry, inspirowana Free Comic Book Day. Free RPG Day ma na celu promowanie małych i dużych wydawnictw związanych z branżą gier fabularnych poprzez udostępnienie darmowych materiałów np. w postaci elektronicznej (PDF) lub drukowanej.

W tamtym roku udało się zorganizować Dzień Darmowych Gier Fabularnych 2010 w Polsce. Akcja skupiała się w głównej mierze na działaniach w Internecie, zaś jej owocem były setki stron darmowych materiałów dla graczy!

Nie inaczej będzie i tym razem. 18 czerwca 2011 to dzień, w którym udostępnione zostaną darmowe materiały przygotowane przez fanów, wydawnictwa, blogerów i portale.

Tym razem w Bielsku - Białej w sklepie Gnom event przeniesie się z sieci również do realu, gdzie cały dzień będzie poświęcony DDGF.

DDGF to jednak nie tylko uczta dla fanów. To również możliwość doskonałej promocji wydawnictwa, sklepu, firmy, jakiejkolwiek działalności powiązanej z grami fabularnymi. W tamtym roku obok materiałów z wydawnictw pojawiły się darmowe i pełne gry takie jak: Poza Czasem, 3k10 czy Trójca. Były również przygotowane przez fanów: przygody, papierowe elementy terenu, dodatki itp.

A wszystko to dzięki sponsorom, takim jak:

Bullet Books,

Kuźnia Gier,

GRAmel,

Menhir,

Portal

i innym.

Będziemy mieć dla Was mnóstwo fajnych rzeczy. Począwszy od drobnych upominków, jak Jazdy Próbne do Savage Worlds, poprzez plakaty, książki, almanach, settingi i całe pełne gry fabularne ! No i na pewno setki stron w elektronicznym formacie do pobrania !

Już dziś zarezerwujcie sobie sobotę na RPG! I bądźcie czujni!

Więcej informacji na http://www.facebook.com/DDGF2011

Zachęcam do uczestnictwa.