Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkie czytanie ogrody księżyca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkie czytanie ogrody księżyca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 listopada 2010

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych, część 13


[Poniżej znajdują się spoilery do książek z cyklu Malazańskiej Księgi Poległych]

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych trwa. Przypominam: w tym cyklu przywołuję treść poszczególnych rozdziałów sagi Stevena Eriksona, wdając się czasem w analizę lub interesujące dygresje. Oczywiście, moje posty są tylko cieniem rzucanym przez właściwy re-read, odbywający się na stronie wydawnictwa Tor. Osoby chcące pogłębić znajomość Malazańskiej Księgi Poległych kieruję tutaj.

I tak oto dotarliśmy do ostatniego wpisu o Ogrodach Księżyca. Zajęło to dłużej, niż zakładałem, ale z drugiej doszło mi sporo obowiązków i od jakiegoś czasu traktuję każdy post jak sukces w walce z czasem. Ale do meritum:

Crokus przybywa do posiadłości Baruka, ale nie postąpi ani kroku dalej – domostwo wielkiego alchemika otacza magiczna osłona. Zanim zrobi coś więcej, o ziemię rozbija się demoniczny władca Galayn pod postacią smoka, zaraz po nim przybywa Rake. Demon składa Rake’owi propozycję – Cesarzowa daruje mu życie, jeśli się do niej przyłączy. Władca Odprysku Księżyca odmawia – oczywiście – i w krótkiej walce powala władcę Galayn. Przez wybitą w murze dziurę, Crokus przedostaje się do domostwa Baruka.

Wewnątrz rozgrywa się inna walka – Vorcan zabija po kolei magów z Koterii T’orrud. Serrat próbuje ją powstrzymać i płaci za tę próbę życiem. Skrytobójczyni rani Derudan i zamierza się na Baruka, ale pojawia się Crokus… i ogłusza Vorcan dwoma cegłówkami. Ehe, cegłówkami. Powiem szczerze, że nie jest to szczególnie przejmująca scena, zwłaszcza, że chwilę później zwalają się nam na głowę wyświechtane cliché – Baruk akurat posiada odtrutkę na rzadką truciznę, którą Vorcan zaaplikowała Derudan, a sama skrytobójczyni po cichu ulatnia się z miejsca zdarzenia (czemu chociażby nie atakuje ponownie?).

Sójeczka kontaktuje się z Dujekiem za pośrednictwem kościanego artefaktu K’chain Che’malle (urządzenie to pojawi się tutaj po raz ostatni; z tego, co pamiętam, w dalszych tomach jest zagadkowo nieobecne), zdaje relację z nieudanej misji Lorn. Dujek ze swojej strony dzieli się swoimi obawami: rychłą stratą Pale i rebelią w Siedmiu Miastach. Cesarzowa wyjęła Dujeka spod prawa (w Imperium czeka go jedynie egzekucja), teraz stary dowódca zastanawia się, czy będzie musiał walczyć z siłami Caladana Brooda i Kallora, czy też nie połączą sił przeciwko Panniońskiemu Jasnowidzowi.

Dujek awansuje Sójeczkę na swojego zastępcę, a dowództwo Podpalaczy Mostów przypada Paranowi. Skrzypek i Kalam zamierzają odwieźć Apsalar do jej ojczyzny, Itko Kan.

Azath urosło już do pełnych rozmiarów: wygląda jak dom, wokół którego usypano mogilne kopce. Pojawia się ranna Vorcan, ścigają ją Tiste Andii (i gdzież oni się ukrywali po śmierci Serrat i przybyciu Crokusa?). Rallick Nom zabiera ją do wnętrza Azath. Ten zabieg, „zamrażanie” bohaterów w czasie i jakby odkładanie ich na półkę, dopóki nie będą potrzebni, nie przypadł mi do gustu, przede wszystkim dlatego, że nie wnosi nic do fabuły.

Korlat, dowódca Tiste Andii podążających za Vorcan, rozważa zniszczenie Azath – jej pan, Anomander Rake z pewnością podołałby temu zadaniu – ale ostatecznie decyduje się go nie wzywać.

Kruppe, Murillo i Crokus obserwują odlatujący Odprysk Księżyca. W innej części miasta to samo robią Młotek i Sójeczka. Noga tego drugiego wciąż się dobrze nie zagoiła (hint, hint). Paran, z otataralowym mieczem przytroczonym do pasa (mieczem, o którym Erikson później zapomniał), przemierza ulice. Przysięga, że odnajdzie nową Tattersail, kiedy tylko poradzą sobie z Panniońskim Jasnowidzem.

Crokus przyłącza się do Kalama, Skrzypka i Apsalar płynących do Unty. Wreszcie wyrzuca monetę Oponn do wody. Z brzegu przygląda się im Niszczyciel Kręgu.

Podsumowanie: I to by było na tyle. Czy mój odbiór Ogrodów Księżyca zmienił się po latach? I tak, i nie. Książka wydawała mi się wtedy strasznie skomplikowana, zagmatwana, teraz, mając wiedzę wydobytą z późniejszych tomów, zupełnie tego nie odczułem (Bill z oficjalnego wielkiego czytania podziela zresztą to odczucie), czytało mi się zdecydowanie lepiej, potrafiłem docenić więcej zabiegów literackich i pracy włożonej w kreowanie tak złożonego świata.

Z drugiej strony… raziły mnie rzeczy, do których wcześniej nie miałem zastrzeżeń. Przeżytki z fantasy lat 80tych, jak gildie skrytobójców, słabo zarysowane charakterologicznie postacie, czysto rpgowe wtręty i kręcenie się fabuły bez celu (vide wycieczka kompanii spod Feniksa na wzgórza Gadrobi). Niemniej, książka dalej mi się podoba, dalej robi wrażenie. Sześć lat później, na rynku wciąż nie ma książki, która chociażby zbliżała się do rozmachu Malazańskiej Księgi Poległych.

sobota, 30 października 2010

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych, część 12


[Poniżej znajdują się spoilery do książek z cyklu Malazańskiej Księgi Poległych]

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych trwa. Przypominam: w tym cyklu przywołuję treść poszczególnych rozdziałów sagi Stevena Eriksona, wdając się czasem w analizę lub interesujące dygresje. Oczywiście, moje posty są tylko cieniem rzucanym przez właściwy re-read, odbywający się na stronie wydawnictwa Tor. Osoby chcące pogłębić znajomość Malazańskiej Księgi Poległych kieruję tutaj.

Przed nami największe wyzwanie: konwergencja. W ostatnich rozdziałach książek z serii Malazańskiej Księgi Poległych zawyczaj dzieje się tyle, ile w innych powieściach, od początku do końca. Zawsze, kiedy o tym myślę, zadziwia mnie, że Ogrody Księżyca były pierwotnie scenariuszem filmowym. Jak Erikson planował to wszystko zmieścić w dwu-, trzygodzinnym filmie – pozostaje dla mnie zagadką. Ale do rzeczy.

Zwycięski, ale sponiewierany walką ze smokami jaghucki tyran wkracza do snu Kruppe’ego, gdzie pulchny gospodarz, K’rul i Tool zastawili na niego pułapkę. Tyran nie godzi się na taki los i ucieka – jak twierdzi pradawny bóg, do nowego ciała.

Kalam i Paran spotykają Apsalar w ogrodzie – dziewczyna przypomina ich sobie jak przez mgłę (jeden był jej starym przyjacielem… drugiego zabiła). Cała trójka zauważa, że to, co wzięli wcześniej za ławeczkę, rośnie (z miejsca, z którym Lorn podłożyła wcześniej Finnest). Sójeczka „spuszcza ze smyczy” saperów Skrzypka i Płota.

Rallick Nom spotyka się najpierw z Kruppe’em, a potem z Vorcan. Grubasek opowiada mu zagadkowo o „czekającym nań przeznaczeniu”, wspomina też, że Darudżystan jest „świetnie przygotowany” na odparcie tyrana. Zabójca nic z tego nie rozumie. Vorcan z kolei nie może się nadziwić, jak Rallickowi udało się przebić przez ochronną magię i zabić Turbana Orra, ale ostatecznie dochodzi do wniosku, że takie umiejętności mogą się jej w tej chwili bardzo przydać.

Znów zmieniamy perspektywę. Crokus przekonuje się, że Chalice go nie zdradziła i że wcale jej nie kocha (myśl znamienna dla dorastających młodych mężczyzn). Złodziej rusza na poszukiwania Apsalar.

W ogrodzie dziwna struktura wciąż rośnie. Młotek boi się do niej podejść (czuje jej głód). Jest za to w stanie ustalić bez żadnych wątpliwości, że Apsalar nie jest już opętana, a jakaś istota lub osoba próbuje ją ochronić przed przykrymi wspomnieniami z czasu, kiedy dziewczyna była Żal. Przybywają Rallick i Vorcan.

Drewniana struktura wreszcie zostaje nazwana – to Azath. Jedyną osobą, na którą nie wywiera wpływu, okazuje się Rallick – co więcej, obecność zabójcy spowalnia jej wzrost (efekt otataralu). Kalam ma wreszcie okazję złożyć Vorcan swoją ofertę: proponuje mianowicie, aby ona i jej skrytobójcy pozbyli się rządzącej Darudżystanem Koterii T’orrud. Vorcan informuje go o przymierzu pomiędzy magami Baruka i Mammota i Odpryskiem Księżyca, ale Malazańczyk nakazuje jej zignorować Rake’a – imperium jest zupełnie zadowolone faktem, że władca Tiste Andii zmierzy się z jaghuckim tyranem (w końcu taki od początku był plan). Vorcan (ujawniając, że jest wielkim magiem) przyjmuje kontrakt i nakazuje Rallickowi zostać na miejscu, aby spowolnić wzrost Azath. Całą tę wymianę zdań podsłuchuje Crokus. Złodziej wychodzi z ukrycia, kiedy zabójca zostaje sam. Ten nakazuje mu ostrzec Baruka i Mammota o umowie zawartej przez Vorcan.

Rake i Baruk przemierzają miasto karocą. Władca Odprysku Księżyca relacjonuje zmagania z tyranem, sugeruje wielkiemu alchemikowi, aby nakazał oczyścić ulice – tak aby straty w ludziach były jak najmniejsze. Wreszcie prosi, aby wskazać mu jakiś wysoki punkt widokowi. Baruk kieruje go – a jakże by inaczej – do dzwonnicy K’rula.

Na fecie wybuch panika. Okazuje się, że tyran opętał Mammota (znalazł nowe ciało, pamiętacie?). Szybki Ben ratuje jedną z czarodziejek (Derudan), a potem staje do walki z Jaghutem. Magiczna fala łamie Sójeczece nogę i uderza w Parana – ale kapitana chroni miecz Oponn. Aha, ginie też kupa gości.

To, co dzieje się dalej, musi stanowić najbardziej skomplikowaną/szaloną/wykręconą scenę w całej książce. Orientujcie się. Paran (za sprawą wyładowania, które rozbiło się o miecz Oponn?) przenosi się w „inne miejsce” (jakaś Grota?), gdzie Tool walczy z Finnestem (pod postacią figury w kształcie Jaghuta). Z bagnistego jeziora wyłania się jakiś dom (to Azath). Imass nakazuje kapitanowi go chronić, ale tym razem Przypadek (miecz Parana) nie zdaje egzaminu. Magia Omtose Phellack (magia Jaghutów) budzi w kapitanie krew Ogara (pamiętacie skąd się tam wzięła?). W szale, Paran atakuje Finnest i rozdziera go na strzępy. Azath skrzętnie wyciąga korzenie po te fragmenty. I jak? Zgubiliście się gdzieś?

Paran wraca do normalnego (to w sumie dyskusyjne określenie) świata. Szybki Ben atakuje Mammota mocą siedmiu (tak, siedmiu) Grot. Płot strzela do opętanego przez tyrana maga pociskiem Moranthów. Jak możecie się domyślić, eksplozja jest olbrzymia.

Na dnie powstałego krateru jakaś istota (tyran) próbuje na powrót przybrać swój kształt, ale to wysiłek daremny – Azath już wyciąga po nią swoje korzenie i wciąga pod ziemię. Derudan odchodzi, a Kalam wreszcie zdaje sobie sprawę, że podłożenie ładunków wybuchowych w mieście korzystającym ze złoży gazu, aby napędzać system publicznych latarni (między innymi), mogło nie być najlepszym pomysłem.

Nad wzgórzami, na których doszło do walki z tyranem w poprzednich rozdziałach, krąży Starucha. Wielki Kruk odnajduje ranną smoczycę Silanah.

To był rozdział dwudziesty drugi. Dwudziesty trzeci znów rzuca nas na głębokie wody – Paran przedziera się przez chaszcze wewnątrz Groty Cienia. Atakuje go Ogar Rood, ale zwierzę jest zdezorientowane więzią, która łączy go z kapitanem (wciąż ta krew?). Pojawia się Kotylion. Patron Skrytobójców daje Paranowi lekcję poglądową na temat manipulacji bogów, przestrzega go, by „nie zwracał na siebie uwagi.” Kapitan oddaje mu miecz Oponn i powraca do swojego świata. Znów w ogrodzie, oznajmia Młotkowi, że wybiera się po przyboczną Lorn.

W innej części miasta pogrążony w żalu Crokus przemierza dachy w kierunku posiadłości Baruka. Na niebie nad Darudżystanem zawisa Odprysk Księżyca.

Lorn wyczuwa śmierć tyrana. Jest niezadowolona, ale jednocześnie pewna, że wraz z Tayschrennem uda im się teraz opanować Darudżystan. Zanim wyruszy na polowanie na powiernika monety Oponn, wypuszcza na wolność potężnego demonicznego władcę Galayn – ostatniego asa w rękawie, który być może zgładzi Rake’a.

Baruk rozpacza nad śmiercią Mammota, pocieszając się jedynie, że wielki kapłan D’rek nie zginął od miecza Anomandera Rake’a. Przybywa Delurdan, która zdaje sprawę z ostatnich chwil życia Mammota/tyrana. Oboje wyczuwają uwolnienie demonicznego władcy, a sekundę później śmierć dwójki magów z Koterii (to robota Vorcan).

Rake obserwuje miasto z dzwonnicy K’rula. Dołącza do niego pradawny bóg we własnej osobie. Te dwie ponadczasowe osobistości rozmawiają chwilę o przemijaniu, ale szybko przerywa im nadejście demonicznego władcy (pod postacią smoka). Rake zeskakuje z dzwonnicy, zamieniając się w smoka (jak wiemy, jest jednopochwyconym).

Kalamowi udaje się powstrzymać Skrzypka i Płota, zanim obrócą całe miasto w perzynę. Trójka żołnierzy rozpoznaje nadciągającego demona Tayschrenna i rzucają się do ucieczki.

Lorn próbuje zaatakować Crokusa, ale znów bronią go jego niewidzialni strażnicy (Karmazynowi Gwardziści, ci sami, którzy ochronili go przed Serrat). Jeden z nich, Paluszek, wreszcie tłumaczy młodemu złodziejowi moc monety i przestrzega go, by wyrzucił ją, gdy szczęście się od niego odwróci.

Prawdę mówiąc, ta scena to jedna z tych, które dla mnie nie trzymają się kupy – skąd to zainteresowanie księcia K’azza albo Caladana Brooda Crokusem? Zniknięcie Karmazynowej Gwardii z kart książek Eriksona (powrócą w chwale dopiero w, cóż, Powrocie Karmazynowej Gwardii Esslemonta) tylko potęguje moje zagubienie.

Lorn ucieka z walki i trafia na dwójkę pracownic Gospody „Pod Feniksem”, Meese i Iriltę, które zabijają ją na rozkaz Węgorza. To bardzo mocna scena – potężna przyboczna ginie w zaułku, zamordowana w chwili nieuwagi przez dwie proste kobiety. Pojawia się Paran, ale nie informuje Lorn o swoich niedawnych zamiarach. Kiedy przyboczna wreszcie odchodzi, kapitan zabiera jej otataralowy miecz (miecz, który notabene „zgubi się” pomiędzy Ogrodami Księżyca a Wspomnieniem Lodu) i stawia czoło Oponn.

W innej części miasta Rake atakuje demonicznego władcę.

wtorek, 12 października 2010

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych, część 11


[Poniżej znajdują się spoilery do książek z cyklu Malazańskiej Księgi Poległych]

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych trwa. Przypominam: w tym cyklu przywołuję treść poszczególnych rozdziałów sagi Stevena Eriksona, wdając się czasem w analizę lub interesujące dygresje. Oczywiście, moje posty są tylko cieniem rzucanym przez właściwy re-read, odbywający się na stronie wydawnictwa Tor. Osoby chcące pogłębić znajomość Malazańskiej Księgi Poległych kieruję tutaj.

Rozdział 20 otwiera ostatnią księgę Ogrodów Księżyca (czuję, że od natłoku szczegółów te wpisy będą się wydłużać i wydłużać). Splotem wątków okazuje się feta u lady Simtal, pojawią się tam wszyscy znaczący gracze… ale nie wyprzedzajmy faktów. Otwiera scena z udziałem Murilla i Rallicka Noma. Dandys obawia się, że jego przyjaciel stracił zbyt dużo krwi, aby podołać zadaniu (zabiciu Turbana Orra). Kiedy się rozstają, ten pierwszy wpada na Kruppe’ego. Grubasek akurat niósł im maski na przyjęcie. Murillo ujawnia, że odkrył jego podwójną tożsamość, ale nie cieszy się tą wiedzą długo, bo Kruppe po prostu usuwa mu te wspomnienia. Powoli objawia nam się prawdziwa moc Węgorza/Kruppe’ego.

Z powyższej sceny warto jeszcze zapamiętać historię o starożytnym czasomierzu, stworzonym dla Darudżystanu przez niejakiego Icariuma – Erikson lubi wrzucać takie nic nie znaczące wzmianki, które w późniejszych tomach urosną do miary wątków głównych. Opowieść o jhagu i jego towarzyszu, Trellu Mappo, to właśnie jedna z nich.

Postać pół-Jaghuta przewija się też w następnej scenie. Baruk odradza Rake’owi wizytę na fecie (być może obawia się konsekwencji dla Darudżystanu, o których wspominał Caladan Brood), a władca Odprysku Księżyca poznaje nazwę zbliżającego się nowego roku – Rok Łez Księżyca. To ważne, bo nazwa ta pochodzi z kalendarza/zegara, o którym mowa w poprzednim akapicie. Rake przyznaje, że 800 lat wcześniej spotkał Icariuma, po raz kolejny przypominając, jak bardzo jest stary, starożytny.

Mammot (członek Koterii T’orrud i wujek Crokusa) wreszcie budzi się ze swojego snu/transu/podróży do kurhanu tyrana. Wydaje się wypoczęty, pogodny, ale wzbudza pewien niepokój Rake’a. Władca Odprysku Księżyca upewnia się, że Wielki Kapłan D’riss pojawi się na fecie i odchodzi.

W mieście pojawia się Lorn. W Szynku „U Quipa” spotyka się z częścią Podpalaczy Mostów, między innymi ze Skrzypkiem i Płotem, którzy grają w karty… Talią Smoków. Nie przeprowadzę wyczerpującej analizy wylosowanych układów ani znaczenia poszczególnych kart, ale zaznaczę, że to u Eriksona częsty motyw. Figury Talii zmieniają się pod wpływem okoliczności, dlatego „stawianie Talii Smoków” to świetny sposób na grę z czytelnikiem. Czasem będzie można z nich odczytać zapowiedź przyszłych wydarzeń, czasem rozwiązać zaszłą zagadkę. Nie inaczej jest tym razem.

Sójeczka melduje przybocznej, że miasto zostało podminowane i oddaje się pod jej rozkazy. Lorn nie wierzy, jakoby na Podpalaczy Mostów polowali Tiste Andii Rake’a, przeczuwa również, że Żal wciąż żyje (przyboczna ściga ją od trzech lat). Scena z malazańskimi żołnierzami daje nam też przedsmak enigmatyczności Eriksona – enigmatyczności, której czasem, niestety, nadużywa. Dowiadujemy się, że Kalam niecierpliwi się przed swoją misją, a Biegunek wykonał swoją, natomiast Lorn zostawiła coś dla Parana. Jaką misję? A ta druga? Jaki pakunek? Generalnie to dobry chwyt podnoszący napięcie, coś a’la niedopowiedzenia w filmie o napadzie na bank, ale jak już wspomniałem, Erikson ich nadużywa. Stanie się to pewnym problemem, bo nawet najwytrwalsi czytelnicy zapomną na przestrzeni dziesięciu tomów o wielu nierozwiązanych tajemnicach i ostatecznie konkluzja wielu z takich wątków, chociażby błyskotliwa, nie odniesie tak dużego efektu, jaki był zamierzony.

Apsalar (Żal) i Crokus czekają w Dzwonnicy K’rula (w Ogrodach Księżyca Erikson upodobał sobie szczególnie imiona z pojedynczym apostrofem; zawsze mnie ciekawiło, czy powinno się to czytać Krul czy też Ka-rul). Oboje zdają sobie sprawę, że walka o duszę dziewczyny jeszcze nie została wygrana (druga osobowość wciąż gdzieś tam jest). Serrat podejmuje kolejną próbę zgładzenia powiernika monety, ale znów zostaje powstrzymana. Tym razem tajemniczy napastnik ostrzega ją, by zostawiła Crokusa w spokoju. „Pozdrowienia od księcia” – to z pewnością odnosi się do księcia K’azza D’avore’a (mówiłem coś o apostrofach?), którego poznamy dopiero… sześć książek później, na kartach Powrotu Karmazynowej Gwardii.

Budzi się jaghucki tyran.

Poznajemy odrobinę jego historii – drogę do władzy, zniewolenie Imassów (nadal śmiertelnych!) i walkę z innymi Jaghutami, którzy go w końcu uwięzili. Raest (bo tak nazywa się ów tyran) wyrusza po swój Finnest, dokładnie tak, jak spodziewali się tego Lorn i Tool. Na równinach na jego spotkanie wylatuje pięć smoków (pamiętacie te sylwetki opuszczające Odprysk Księżyca w poprzednim rozdziale?), w tym czerwonoskrzydła Silanah, smok czystej krwi Tiam (co implikuje, że pozostałe takimi nie są; w istocie, to jednopochwyceni Tiste Andii). Jak można przypuszczać, dochodzi do starcia. Bitwa jest bardzo gwałtowna i toczy się na olbrzymią skalę – Reast uderza w samą Pożogę (boginię, która śpi wewnątrz ziemi; więcej na ten temat we Wspomnieniu Lodu) , powoduje wypiętrzenie wzgórz i powstanie wulkanu. Dokładnie tak, wulkanu.

Jedziemy z rozdziałem 21.

Lorn „zasadza” Finnest w ogrodzie. Zdaje sobie sprawę, jakie nieszczęście zamierza sprowadzić na miasto i ta świadomość powoli ją niszczy. Przyboczna zbiera się do wykonania ostatniego czynu – zabicia powiernika monety i Żal.

Crokus i Apsalar zdążają na fetę. Podpalacze Mostów, pod przykrywką wynajętych strażników, zdążają na fetę. Kalam i Paran rozważają zabójstwo przybocznej, po raz ostatni wysyłają wiadomość Gildii Skrytobójców i zdążają na fetę. Baruk i Rake zmierzają na fetę. Wspomniałem już, że feta to węzeł, w którym łączą się wszystkie wątki? Erikson będzie korzystał z tego zabiegu wielokrotnie (nazywając je konwergencjami), koncentrując się na jednym lub dwóch takich splotach na tom sagi.

Szybki Ben uświadamia sobie, że tyran wyrwał się z więzienia – i wygrywa walkę, którą prowadzi na wzgórzach. Baruk odnosi to samo wrażenie, ale nie potrafi nie podziwiać magicznego spektaklu, który rozgrywa się za murami miasta.

Na przyjęciu, Baruk i Rake poznają gospodarzy, lady Simtal i Turbana Orra (co dziwne, Orr nie rozpoznaje Rake’a, a przecież postać tego kalibru powinna być znana wszem i wobec; Gotism?), dołącza do nich Kruppe. Krótka wymiana zdań, która potem następuje, jest jednocześnie zabawna i pełna informacji: Baruk, podobnie jak wcześniej Murillo, demaskuje Kruppe’ego/Węgorza, a ten odpłaca się, zdradzając, że Rake to jednopochwycony smok.

W tym samym czasie Turban Orr rozpoznaje Niszczyciela Kręgu (tak, on również tu jest), ale zanim zdąży do niego podejść, zaczepi go Rallick Nom i sprowokuje pojedynek. Wciąż w tym samym czasie, w sypialni pani domu Murillo uwodzi lady Simtal. Z powrotem na przyjęciu, Rake zgłasza się na sekundanta Rallicka. Pojawia się Mammot (w masce Jaghuta, hint, hint).

Szybki Ben mówi Sójeczce, że magiczna bitwa, która rozgrywa się za murami miasta, sieje chaos wśród magów. W razie czego czarodziej nie będzie mógł korzystać z Grot, bowiem tyran mógłby go dzięki nim zlokalizować.

Crokus zostawia Apsalar w ogrodzie, a sam zakrada się na fetę, szuka Challice i jest świadkiem pojedynku. Rallick Nom bez żadnych problemów radzi sobie z Turbanem Orrem. Kiedy rajca pada martwy, zabójca kieruje swoje kroki do sypialni lady Simtal. Wreszcie zemsta się dopełnia. Orr nie żyje, Collowi zostaną przywrócone dawne status i pozycja. Obaj mężczyźni opuszczają pokój, ale Murillo zostawia kobiecie sztylet, mając pełną świadomość, że zrozpaczona popełni samobójstwo. Nie jest mu z tą myślą szczególnie przyjemnie.

Na przyjęciu, Crokus porywa Challice, a Niszczyciel Kręgu, otrzymawszy sowitą odprawę od Węgorza, odchodzi szczęśliwy – jego służba dobiegła końca. Tymczasem na horyzoncie magiczna bitwa jest bliżej i bliżej…

sobota, 25 września 2010

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych, część 10


[Poniżej znajdują się spoilery do książek z cyklu Malazańskiej Księgi Poległych]

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych trwa. Przypominam: w tym cyklu przywołuję treść poszczególnych rozdziałów sagi Stevena Eriksona, wdając się czasem w analizę lub interesujące dygresje. Oczywiście, moje posty są tylko cieniem rzucanym przez właściwy re-read, odbywający się na stronie wydawnictwa Tor. Osoby chcące pogłębić znajomość Malazańskiej Księgi Poległych kieruję tutaj.

Czuję, że muszę przyspieszyć moje wielkie czytanie, bo mam już trzytygodniowy poślizg względem anglojęzycznego, a chciałbym gdzieś pomiędzy wpisy wepchnąć również recenzję Pyłu Snów. Więc do dzieła: w rozdziale 18 wątki zaczynają się splatać, a mgła unosić.

Rozdział otwiera scena z udziałem Podpalaczy Mostów. To jeden z cieplejszych fragmentów Ogrodów Księżyca. Sójeczka izolował się od swoich podkomendnych - w życiu zbyt wiele naoglądał się śmierci - wyznawał zasadę „nie spoufalania się”, bowiem w ten sposób łatwiej było mu znosić stratę żołnierzy. Oddział doprowadza do konfrontacji dowódcy z tym strachem – wreszcie Sójeczka przyjmuje ich „ofertę” przyjaźni. Jak wspominałem we wcześniejszych postach z serii, Eriksonowi świetnie wychodzi obrazowanie żołnierskiego braterstwa i tym razem jest nie inaczej. Scena nie jest wymuszona ani ckliwa. Jest szczera.

Tymczasem Paran dociera do Darudżystanu z półżywym Collem. Dawny możny prosi kapitana, aby zaprowadził go do Gospody „Pod Feniksem.” W tawernie przebywają już Crokus i Żal/Apsalar – pracownice przybytku otrzymały wyraźne rozkazy od Węgorza, aby ich tam zatrzymać. Przybywa Kalam (ponownie próbuje skontaktować się z Gildią Skrytobójców), któremu Paran wydaje stanowczy rozkaz – zabójca ma sprawdzić Młotka, uzdrowiciela Podpalaczy Mostów.

W gospodzie pojawia się cały oddział Malazańczyków. Młotek rzeczywiście jest w stanie uleczyć Colla, ale nie na tym skupi się czytelnik. Tylu informacji i odpowiedzi, ile otrzymujemy podczas tej sceny, nie dostaliśmy chyba od początku książki. Sójeczka kontaktuje się z Dujekiem za pośrednictwem dziwnego komunikatora pradawnej rasy K’Chain Che’Malle (biorąc pod uwagę konstrukcję ich twierdz oraz statek odkryty przez Karsę w Domu Łańcuchów, zakładam, że to jakiś rodzaj zaawansowanej technologii, nie magia). Zaczyna się wymiana wieści. Bohaterowie debatują o śmierci czarodziejów (Ballurdana i Tattersail), o zamiarach Laseen, o prawdziwym celu Lorn i Toola, o machinacjach potęg (Tronu Cienia, Oponn, Rake’a i „jakiejś marionetki”). Wreszcie, otrzymujemy dwa soczyste kawałki, które staną się osią następnych dwóch tomów serii. Dujek wspomina o rozwiązaniu armii i rychłym transporcie do Siedmiu Miast, gdzie lud dojrzał do buntu (witajcie Bramy Domu Umarłych), a także o większym od Rake’a czy jaghuckiego tyrana zagrożeniu z południa, w osobie Panniońskiego Jasnowidza (witaj Wspomnienie Lodu). Pamiętam, że czytając ten fragment pierwszy raz, wiele lat temu, zachodziłem w głowę: dobry Boże, nie skończył jeszcze (mowa oczywiście o Eriksonie) jednego wielkiego konfliktu, a już planuje następny? Dzisiaj uważam to za mistrzowski ruch. Rzadko kiedy prowadzący wojnę skupiają się tylko na pokonaniu wroga – świat jest zawsze bardziej złożony - patrzą naprzód, na powojenną sytuację, na konflikty i problemy, które powstaną w wyniku zakończenia danego starcia. Tak jest też w Malazańskiej Księdze Poległych.

W cieniu powyższej sceny rozgrywają się inne, bardziej kameralne, ale nie mniej ważne. Rallick Nom ściera się z Ocelotem w dzwonnicy K’rula. Ten drugi płaci za spotkanie życiem, ten pierwszy zostaje jednak ranny. Daleko poza miastem Tool lokalizuje finnest tyrana (w uproszczeniu, magiczny artefakt, w którym Jaghut przetrzymuje część swojej mocy). Plan wygląda następująco: Lorn zaniesie przedmiot do miasta, aura jej miecza ukryje go na pewien czas przed zmysłami tytana. Kiedy ten się obudzi i odkryje, gdzie znajduje się drogocenny obiekt, uda się po niego i wpadnie w pułapkę.

Rozdział 19 to ciąg scen przygotowujących wielki finał. Z jednej strony Rallick i Murillo pieczętują plany zabicia Turbana Orra (rany odniesione przez Rallicka zasklepiły się, a otataralowy pył pokrywający jego ciało zniknął). Murillo podejrzewa Kruppe’ego o bycie Węgorzem. Również Wielki Alchemik Baruk wyraża zainteresowanie nieuchwytnym przywódcą siatki darudżystańskich szpiegów i – to już moja spekulacja – również domyśla się, że jest nim Kruppe. Lorn przedostaje się samotnie do miasta (dzięki mocy otataralowego miecza, jej rany prawie się zasklepiły; przypomnijcie mi proszę, czy to Gotism, bo nie kojarzę tego leczniczego efektu z następnych tomów). Zamierza ukryć gdzieś finnest, a potem rozprawić się z powiernikiem monety i Żal/Apsalar. Paran zastanawia się nad planami Sójeczki dotyczącymi Darudżystanu – czy zamierzają przejąć władzę, aby z pomocą bogactwa państwa-miasta walczyć z Laseen? Nie, mają gorszego wroga, o którym była już mowa w poprzednim rozdziale: Panniońskiego Jasnowidza.

W rozdziale 19 Erikson poświęca też trochę miejsca Crokusowi i Apsalar. Jeszcze w gospodzie „Pod Feniksem” młody złodziej ma złe przeczucie; musi się rozmówić z Chalice. Na zewnątrz Serrat, jedna z Tiste Andii, która próbowała ich już zaatakować przed posiadłością Mammota (niewielka scenka z rozdziału 18), jeszcze raz nastaje na ich życie, ale powstrzymuje ją jakaś tajemnicza siła. Crokus i Apsalar kryją się w dzwonnicy K’rula, gdzie odnajdują ciało Ocelota. Widzą, jak na nocnym niebie wokół Odprysku Księżyca pojawiają się skrzydlate sylwetki. Apsalar opowiada Crokusowi legendę o ogrodach kryjących się pod powierzchnią księżyca i o czasie, kiedy wybrani zstąpią tam, aby żyć wiecznie w pokoju. Ci w was, którzy czytali Myto Ogarów, wiedzą, że to nie będzie możliwe.

wtorek, 14 września 2010

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych, część 9


[Poniżej znajdują się spoilery do książek z cyklu Malazańskiej Księgi Poległych]

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych trwa. Przypominam: w tym cyklu przywołuję treść poszczególnych rozdziałów sagi Stevena Eriksona, wdając się czasem w analizę lub interesujące dygresje. Oczywiście, moje posty są tylko cieniem rzucanym przez właściwy re-read, odbywający się na stronie wydawnictwa Tor. Osoby chcące pogłębić znajomość Malazańskiej Księgi Poległych kieruję tutaj.

Rozdziały 16 i 17 zwalniają gorączkowe tempo narzucone poprzednim razem. Lorn powraca do Toola, który odnalazł wejście do kurhanu. To ostatnia chwila wahania - wypuszczenie tyrana nie wydaje się najlepszym pomysłem – niemniej jednak Przyboczna kontynuuje podróż po obranej ścieżce. Jej wybór, a raczej brak wyboru, zdanie się na los, kontrastuje z postępowaniem innych bohaterów rozdziału 16 (Parana i Colla) i świetnie podkreśla siłę twórczości Eriksona. Posiadając tak długą listę dramatis personae o różnych usposobieniach i celach, twórca MKP może pokazać całą gamę reakcji, w tym liczne błędne i pochopne decyzje; możemy śledzić poczynania poszczególnych postaci i dowolnie je zestawiać, wpisywać w kategorie czy przyporządkowywać do leitmotifów serii. Nie wiem, ilu czytelników faktycznie interesuje się motywami przewodnimi w książkach Eriksona, ale dla mnie to jeden z magnesów, który wciąż i wciąż przyciąga mnie do tej sagi.

Crokus i Żal powracają do Darudżystanu (Żal otrzymuje nowe, tutejsze imię: Apsalar, po bogini-patronce złodziei). Kruppe i Murillo śledzą ich, bo grubasek obawia się o bezpieczeństwo nosiciela monety Oponn (ale czemu zależy mu na wybranku boga przypadku?). Po drodze przez Wzgórza Gadrobi, Kruppe dzieli się też z kompanem podejrzeniami, co do natury misji Przybocznej. Już w mieście, Murillo i Rallick Nom finalizują swoje plany przywrócenia stanowiska i statusu Collowi.

Na Równinie Rhivii Paran zostaje zaatakowany przez tubylców, ale cudem wychodzi z opresji (przyp. MW: a podobno nie znajdował się już pod wpływem Oponn…). Spotyka odrodzoną Tattersail (pięciolatkę; we Wspomnieniu Lodu poznamy straszliwy proces, dzięki któremu taki szybki wzrost był możliwy), która obiecuje mu, że znów się spotkają. Paran spotyka również Colla – mężczyźni nawiązują specyficzny rodzaj przyjaźni, wymieniają się opowieściami o dawno dokonanych wyborach (Coll wreszcie zdradza okoliczności swojego społecznego upadku) i postanawiają wspólnie wkroczyć do Darudżystanu.

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że u Eriksona cała masa ludzi zawsze spotyka się przypadkowo na jakimś pustkowiu albo pustyni?

Rozdział 17 otwiera Księgę Szóstą, dotarliśmy już do trzech czwartych książki. Finał powoli wyłania się z chaosu – na pewno weźmie w nim udział tyran i Anomander Rake, ale poza tym pozostali bohaterowie-pionki są wciąż w ruch.

Rallick Nom dowiaduje się od agenta Węgorza (być może Niszczyciela Kręgu) o zleceniu na Colla, wystawionym przez lady Simtal. Zabójca nie zamierza stać spokojnie: w swoje ciało wciera otataralowy pył, który otrzymał od Baruka, zamierzając przeciąć drogę wynajętemu skrytobójcy. Erikson, ustami Wielkiego Alchemika, informuje nas, że proszek może mieć nieoczekiwane konsekwencje, w subtelny sposób dając do zrozumienia, że w grę wchodzi ascedencja.

Crokus i Apsalar przebywają w domu wujka Mammota, kiedy otrzymują informacje, że szukają ich ludzie D’Arle’ów. Młody złodziej uważa, że zdradziła go dziedziczka rodu, Chalice.

Najważniejszy fragment tego rozdziału opisuje rozmowę Wielkiego Alchemika z Anomanderem Rake’iem. Po raz pierwszy jesteśmy w stanie zobaczyć „bardziej ludzką” stronę Władcy Odprysku Księżyca. Tiste Andii tłumaczy Barukowi swoje motywy: prowadzi swój lud do walki w imię cudzej sprawy, bowiem alternatywą jest apatia. To potężny wątek, a jego fabularne korzenie sięgają „zdrady” Matki Ciemności, o której pisałem odrobinę przy okazji poprzedniej części Wielkiego czytania. W Ogrodach Księżyca wszystko to nie jest jednak dostatecznie wyjaśnione, dlatego można wybaczyć czytelnikowi, który znów dokona porównania Tiste Andii i elfów (chociażby tolkienowskich). Tak jak wspomniałem wcześniej, dopiero kolejne tomy, zwłaszcza Myto Ogarów (w tym artykule występujące wyjątkowo jako odwołanie pozytywne), przeistoczą tę rasę w oryginalny, fascynujący twór.

Niecodzienna wylewność Anomandera Rake’a też jest zastanawiająca – ja przypisuję ją nieobecności Dragnipura. Jak dowiemy się później (dużo później), starożytny miecz ciąży na duszy Władcy Odprysku Księżyca, dlatego wydaje mi się całkiem rozsądnym założenie, że jego absencja ma tak duży wpływ. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę to, czego dowiadujemy się o orężu w Mycie Ogarów, trudno sobie wyobrazić, że Rake pozostawi go gdzieś na tak długi czas. Gotism?

Rozmowa Baruka i Anomandera Rake’a nie zawęża się jednak tylko do motywacji Tiste Andii. Otrzymujemy kolejne (bardzo skąpe) informacje o Koterii T’orrud i o Mammocie, Wielkim Kapłanie D’rek, Robaka Jesieni. Ten ostatni poważył się na bardzo niebezpieczną wycieczkę – magiczną, duchową podróż do kurhanu jaghuckiego tyrana. Wyprawa ma katastrofalne skutki; umysł Mammota zostaje uwięziony w sieci zaklęć Imassów (Grota Tellann) i Jaghutów (Omtose Phellack). Istnieje szansa, że budzący się tyran spróbuje go zniewolić (o czym ostatnim razem przestrzegał Tool).

Pozostały nam jeszcze cztery artykuły dotyczące Ogrodów Księżyca. Jeśli znajdę czas, na koniec zawrę również krótkie podsumowanie i/lub ogólne spostrzeżenia na temat stanu cyklu.

środa, 25 sierpnia 2010

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych, część 7



[Poniżej znajdują się spoilery do książek z cyklu Malazańskiej Księgi Poległych]

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych trwa. Przypominam: w tym cyklu przywołuję treść poszczególnych rozdziałów sagi Stevena Eriksona, wdając się czasem w analizę lub interesujące dygresje. Oczywiście, moje posty są tylko cieniem rzucanym przez właściwy re-read, odbywający się na stronie wydawnictwa Tor. Osoby chcące pogłębić znajomość Malazańskiej Księgi Poległych kieruję tutaj.

Dzisiaj będzie krótko i zwięźle, bo i muszę nadgonić zaległości, i rozdziały, które mam przed sobą, są bardzo zwarte.

Rozdział 12 należy do bardzo spokojnych, ale za to pęka w szwach od informacji (tych mniej i bardziej przydatnych). Od Kruppe’ego dowiadujemy się, na przykład, o „bogu, który został przykuty”: to świetna zapowiedź przyszłych wydarzeń (Przykuty, zwany też Okaleczonym Bogiem, jest przecież jednym z głównych antagonistów serii), ale ten soczysty kąsek nic nie wnosi do fabuły Ogrodów Księżyca. Podobnie jest z układem Szybkiego Bena i Tronu Cienia. Dowiadujemy się, że ten pierwszy był kapłanem drugiego (nazywał się Ben Adaephon Delat i zrobił Ammansowi coś bardzo bardzo złego), ale niewiele ponadto.

Baruk dowiaduje się o poszukiwaniach przybocznej i Toola, ale znowuż nie chce zdradzać miejsca położenia kurhanu Jaghuta Anomanderowi Rake’owi. Wielki Alchemik kroczy wąską ścieżką pomiędzy groźnym wrogiem a niepewnym sprzymierzeńcem. Na wszelki wypadek wysyła kompanię z gospody „Pod Feniksem” na Wzgórza Gadrobi, aby obserwowali rozwój wypadków.

Wreszcie, Żal nawiązuje kontakt z kimś z darudżystańskiej gildii skrytobójców (dokładnie, z Rallickiem Nomem). Kalam i Szybki Ben udają się z nim na spotkanie. Śledząc narrację z punktu widzenia Rallicka, dowiadujemy się, że zabójca ma na zlecenie szefa, Ocelota, wprowadzić Malazańczyków w pułapkę.

Rozdział 13 stanowi niejako przeciwieństwo poprzedniego. Jego spora część to opis jednej wielostronnej walki. Mamy Kalama i Szybkiego Bena, mamy darudżystańskich skrytobójców z Rallickiem na czele, mamy wreszcie Tiste Andii z Odprysku Księżyca. Scena jest pełna akcji, ale i bardziej emocjonalnych momentów: do dzisiaj pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie fragment z imperialnym demonem. W skrócie chodzi o to, że podczas swojej ucieczki Szybki Ben wypuszcza na świat demoniczną istotę o imieniu Perła i nakazuje jej spowolnić prześladowców. Perła nie jest typowym demonem, w jego słowach pobrzmiewa żal, a wreszcie rozpacz, kiedy dowiaduje się, z kim będzie walczył (z Anomanderem Rake’iem) – wie, że wysyła się go na śmierć.

W dalszej części rozdziału strony konfliktu radzą sobie z reperkusjami powyższego starcia. Podpalacze Mostów zastanawiają się nad motywami władcy Odprysku Księżyca, Serrat (jedna z Tiste Andii) informuje swojego pana o napotkaniu niespodziewanego oporu, Rallick przekazuje przez Crokusa wiadomość Mammotowi: kwiat gildii został wybity. Malazańczycy domyślają się powodów postępowania Anomandera Rake, a sam Czarny Władca wyjaśnia je Barukowi: Tiste Andii zaatakowali członków gildii, aby imperium nie mogło skorzystać z ich usług. Wielki Alchemik nie jest szczególnie zadowolony z metod sprzymierzeńca, po raz pierwszy daje do zrozumienia, że jest być może kimś więcej, niż sądziliśmy do tej pory (Ascedentem).

Nieśmiało rozwija się wątek Crokusa. Młody złodziej (targany wyrzutami sumienia) włamuje się do komnat lady Chalice D’Arle, aby oddać, to, co ukradł, ale niespodziewanie spotyka tam samą szlachciankę. Ona jest oczarowana jego zalotami, on odnosi wrażenie, że z niego szydzi. Kiedy Crokus opuszcza rezydencję D’Arlów, dostrzega obserwującą go Żal.

We śnie Kruppe’ego grubasek i K’rul odbywają kolejną rozmowę. Pradawny bóg dzieli się informacjami: Tattersail szybko dorasta. Baruk i jego Koteria – prawdziwi władcy Darudżystanu – sprzymierzyli się z Anomanderem Rake’iem, Rycerzem Wielkiego Domu Ciemności. Kruppe powinien się wystrzegać Imassów i Jaghuta, a strzec nosiciela monety Oponn, Crokusa.

sobota, 21 sierpnia 2010

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych, część 6


Zapraszam do kolejnego, odrobinę spóźnionego, wielkiego czytania (lepiej późno niż wcale).

[Poniżej znajdują się spoilery do książek z cyklu Malazańskiej Księgi Poległych]

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych trwa. Przypominam: w tym cyklu przywołuję treść poszczególnych rozdziałów sagi Stevena Eriksona, wdając się czasem w analizę lub interesujące dygresje. Oczywiście, moje posty są tylko cieniem rzucanym przez właściwy re-read, odbywający się na stronie wydawnictwa Tor. Osoby chcące pogłębić znajomość Malazańskiej Księgi Poległych kieruję tutaj.

Bez dalszego przedłużania, zanurkujmy w rozdziały 10 i 11. Dotarliśmy już mniej więcej do połowy książki i najbardziej zadziwiające jest to, że wciąż poznajemy kolejne postacie: Erikson zdaje się mieć ich niewyczerpany zapas, a jeśli któraś nie odegra znaczącej roli w tej książce, to możecie być pewni, że pojawi się na pierwszym planie w którejś z kolejnych części serii.

Rozdział 10 rozpoczyna się spokojnie: Toc i Paran spotykają się w Pale (ten pierwszy jest zadziwiająco nieporuszony „powrotem do żywych” kapitana), a potem wyruszają w ślad za przyboczną Lorn i Toolem. Tattersail jest już w drodze do Darudżystanu, ale zostaje zatrzymana przez kombinację starożytnej magii Tlan Imassów i zdrady, uosobionej tutaj przez maga Bellurdana. Może od razu podzielę się moimi wątpliwościami, co do użytej w tej scenie mocy (zresztą, amerykańscy recenzenci wtórują mi w tej kwestii). Pole uśmiercające magię zostało przez Imassów wykorzystane dokładnie raz – tutaj – w późniejszych książkach już o nim nie usłyszymy. Według mnie to dość przydatna umiejętność, dlatego dziwię się, że Tool wykorzystał ją tylko w Ogrodach Księżyca. Być może to „Gotism” i należy o nim zapomnieć, a może ja coś przeoczyłem – w takim wypadku zachęcam do komentowania.

W każdym razie spotkanie dwójki imperialnych magów nie przebiega w przyjaznej atmosferze i kończy się konflagracją (uwielbiam to słowo) czarów, w której ginie zarówno Bellurdan, jak i Tattersail – chociaż czarodziejka w ostatniej chwili dostrzega szansę ocalenia.

Ta scena jest bardzo ważna: zarówno dla fabuły Ogrodów Księżyca, jak i jej bezpośredniej kontynuacji, Wspomnienia Lodu (i dla Myta Ogarów, ale o tym akurat próbuję zapomnieć). Z jednej strony, poznajemy wreszcie cel przybocznej i Tlan Imassa: starożytny grobowiec jaghuckiego tyrana. Tattersail uświadamia sobie, że wysłannicy Cesarzowej zamierzają obudzić tę przerażającą istotę. My, czytelnicy, nie wiemy jeszcze, o kim mowa ani czemu powinniśmy się jej lękać, ale w czarodziejce wzbudza to niemały strach. Wyjaśnienie zostanie nam dostarczone niedługo potem, w rozdziale 11, gdzie Mammot wytłumaczy Crokusowi co nieco o pierwszych dniach Darudżystanu. Okazuje się, że miasto było początkowo tymczasową osadą poszukiwaczy jaghuckiego kurhanu, w którym ukryto ponoć potężne artefakty. Z kolei skąd inąd wiadomo, że tyran władał potężną magią i był znienawidzony zarówno przez swoich rodaków, jak i przez inne ludy, w szczególności Tlan Imassów.

[Ciekawostka lub Gotism: Mammot twierdzi, że Jaghutów nazywa się też czasem Jhagami lub „Shurle”, ale z tego co pamiętam z późniejszych tomów, Jhag to dziecię mieszanej krwi. O Shurle’ach nic sobie nie przypominam, nie sądzę, by ktoś jeszcze wymawiał tę nazwę.]

Drugą ważną konsekwencją spotkania na Równinie Rhivii będą narodziny… czegoś. Na początku rozdziału 11 znów przeniesiemy się do krainy snów Kruppego, gdzie dojdzie tym razem do spotkania ze starożytnym bogiem, K’rulem, rzucającym kośćmi (swego rodzaju szamanem) Tlanów – zwróćcie uwagę na brak drugiego członu nazwy – i młodą rhivijską kobietą. Najwyraźniej Kruppe jest osobą naprawdę osobliwą – do jego marzeń nie mają wstępu młodsi bogowie, dlatego do spotkania dochodzi właśnie tutaj, a on zdaje się umieć wywoływać postacie z zamierzchłej przeszłości (rzucający kośćmi, Pran Chole, jest wciąż śmiertelny, mówi dopiero o rytuale, który uczyni go nieumarłym; Erikson daje nam do zrozumienia, że ta rozmowa odbywa się poprzez czas – dokładnie 300 tysięcy lat; ktoś prosił o rozmach?). Jest mowa o dziecku zrodzonym z pomieszania czarów, które rhivijska kobieta musi donosić: z łatwością można wywnioskować, że wspomniana burza zaklęć jest wynikiem starcia Tattersail i Bellurdana. Czy więc czarodziejka przeżyła? W jaki sposób jej los wiąże się z Tlan Imassami? Czytelnikowi przyjdzie poczekać, aby się dowiedzieć.

Magiczna konflagracja (musiałem to napisać jeszcze raz) jest dobrze widoczna na całych równinach. Zauważają ją zarówno Toc i Paran, którzy odnajdują zwęglone zwłoki magów. Paran dochodzi do wniosku, że to sprawka Tayschrenna i Lorn. Bloggerzy z oryginalnego czytania utrzymują, że uczucia, jakimi kapitan darzył czarodziejkę są tutaj dobrze widocznie, ale ja muszę się nie zgodzić: według mnie emocjonalny wpływ śmierci Tattersail jest przygaszony, co zresztą dobrze podsumowuje relacje obu wspominanych postaci. Może to kwestia tłumaczenia? Hm, dość o tym.

Nad Równiną Rhivi szybuje Starucha – ona też odczuła efekty magicznego starcia. Wielki Kruk znów służy jako posłaniec władcy Odprysku Księżyca i to za jego sprawą poznamy wreszcie z bliska Caladana Brooda, półkrwi Barghasta, jednego z głównodowodzących oporu przeciwko Imperium Malazańskiemu. Brood nieszczególnie lubi się z Anomanderem Rake’iem, dlatego postanawia powstrzymać go przed otwartym wystąpieniem przeciwko imperialnej armii – takie starcie mogłoby się skończyć zniszczeniem Darudżystanu.

Dzięki wizycie Staruchy poznamy jeszcze jedną postać: zastępcę Brooda, przeklętego wielkiego króla Kallora. Starzec jest nadęty i arogancki, opryskliwy i skory do gniewu. Kolejna postać, którą uwielbiam. Być może skarżę się zawsze na Myto Ogarów, ale w jednym względzie lubię tę książkę: daje nam wgląd w charakter wielkiego króla i pozwala nam zrozumieć jego przeszłe i przyszłe zachowanie. Tutaj Kallor zachęca półkrwi Barghasta do zabicia Rake’a (Brood lekceważy jego sugestię).

Starucha opuszcza obóz Brooda, ale trafia na ślad starożytnej magii, która zabiła już dwa inne Wielkie Kruki. Jej dociekania omal nie kończą się śmiercią z rąk Loczka – tak, szalony mag-kukiełka również zmierza do Darudżystanu. Tę potyczkę obserwują z oddali Lorn i Tool. Tlan Imass przestrzega przyboczną przed konwergencją – moc sprowadza moc, a epicentrum tego wydarzenia wydaje się metropolia, do której zmierzają.

W samym Darudżystanie sprawy również nabierają tempa. Sabotażyści Podpalaczy Mostów, podszywając się pod robotników dróg publicznych, powoli podminowują główne arterie miasta. Żal ma pewne przeczucia, co do odwiedzającego rezydencję Baruka grubaska. Kruppe’ego. Podąża za nim do gospody „Pod Feniksem”, w trakcie przeżywając przedziwną przemianę (wybaczcie aliterację). Wreszcie rozumiemy, że wszystkie obawy, które mieli wobec niej Podpalacze Mostów, były uzasadnione. W jej duszy czai się druga osobowość – Kotylion, Sznur Cienia (pamiętacie jedną z tajemniczych postaci z pierwszego rozdziału?) - która powoli wypływa na wierzch, spychając oryginalne jestestwo dziewczyny głębiej i głębiej w podświadomość. Żal zabija wartownika stojącego przed gospodą i wchodzi do środka, a Crokus (który również się tam pojawia) zdaje sobie sprawę, że to ona jest morderczynią.

Na resztę rozdziału składa się dalsze snucie przypuszczeń i wymiana plotek: kompania z gospody „Pod Feniksem” spekulują na temat przymierza Odprysku Księżyca z Darudżystanem (po raz pierwszym dowiadujemy się, że w latającej twierdzy mogą zamieszkiwać smoki – nie jeden, nie dwa, tylko, nie przebierając, pięć). Kalam i Szybki Ben rozważają dostępne im opcje: tutejsza gildia skrytobójców ukrywa się, więc pozostaje szaleńczy plan spotęgowania konwergencji, czyli sprowadzenie do miasta jak największej ilości Ascedentów (istot posiadających znaczną moc).

Rozdział zamyka scena podróży Szybkiego Bena przez królestwo Tronu Cienia. Mag Podpalaczy Mostów słyszy odlegle wycie Ogarów…

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych, część 4


[Poniżej znajdują się spoilery do książek z cyklu Malazańskiej Księgi Poległych]

Wielkie czytanie Malazańskiej Księgi Poległych trwa. Od zeszłego tygodnia otrzymałem kilka wiadomości od czytelników z sugestiami – co samo w sobie jest pokrzepiające, bo najwyraźniej istnieje zapotrzebowanie na taką serię artykułów. Zanim więc przejdę do dzisiejszych rozdziałów, pytanie do Was: czy taka meandrująca struktura wpisów Wam odpowiada? A może wolelibyście coś bardziej sztywnego, podział na suchy chronologiczny synopsis i komentarz? Może coś zupełnie innego? Jeśli macie ochotę, zostawcie wiadomość pod postem albo piszczcie emaile.

Rozdziały 6 i 7 są osadzone w Darudżystanie, a lista bohaterów wciąż się powiększa. Otwiera scena ze Staruchą, Wielkim Krukiem z Odprysku Księżyca, wysłaną przez Anomandera Rake’a z poselstwem do Wielkiego Alchemika Baruka. Przyznam, że te istoty zawsze mnie fascynowały i żałuje, że ich występy są tak kameralne. Nie raz wspominano o ich wieku (setki tysięcy lat) i pochodzeniu (były czerwiami w ciele Okaleczonego Boga), i trochę mnie dziwiło, że nie zajmują w fabule bardziej centralnego miejsca.

A jeśli już mowa o Odprysku Księżyca… podoba mi się sposób, w jaki Erikson poprowadził do tej pory wątek ich twórców, K’Chain Che’Malle. Tu i tam można znaleźć subtelne wskazówki, co do ich natury i ojczyzny (najbardziej przewrotna jest sama nazwa latającej twierdzy Anomandera Rake’a) – jak jałowość Cesarskiej Groty, którą podróżują fortece starożytnej rasy, czy eksplozja zmieniająca oblicze świata pod koniec Myta Ogarów (Myto Ogarów.. czemuś nie opowiedziało mi t e j historii?).

Łapię się na tym, że zbaczam z tematu, ale to chyba nieuniknione. Malazańska Księga Poległych to jedna z tych serii, które wzbudzają żywiołowe debaty, których niezliczone tajemnice wciąż czekają na rozwiązanie. No, i rodzą dygresje.

Wróćmy więc do Darudżystanu: agent potężnej, ale tajemniczej postaci, zwanej Węgorzem, podsłuchuje dwójkę miejskich rajców. W mieście powoli zawiązują się spiski: Turban Orr (jeden z rajców) pragnie, aby metropolia zachowała neutralność - być może marzy mu się wysokie stanowisko namiestnika Imperium Malazańskiego – sprzeciwia się temu Lady Simtal, obawiająca się (i słusznie) kaźni szlachty, podobnej do tej w Pale.

W zupełnie innej części miasta, w gospodzie „Pod Feniksem” spotyka się piątka przyjaciół: złodziej Crokus, zabójca Rallick Nom, dandys Murillio, Kruppe (który jest Kruppem) i zubożały szlachcic Cole. Nie ma chyba w całej sadze wątku bardziej świadczącego o rpgowych korzeniach prozy Eriksona, jak losy tej dziwnej kompanii. Z jednej strony mamy tragiczną historię upadku Cole’a i obecne próby Murillia i Rallicka, aby znów przywrócić mu dobre imię, z drugiej bardzo naiwną (młodzieńczą?) miłość Crokusa do szlachetnie urodzonej Chalice D’Arle, którą młody złodziej właśnie okradł, a z jeszcze innej porachunki w gildii skrytobójców.

Ehe, w gildii skrytobójców – w przeważającej mierze magicznych skrytobójców. To jeden z tych rzadkich momentów, które wyrywają mnie ze świata książki, element, który nijak nie pasuje do reszty i jakby go nie przystawić, łamie zasady wewnętrznej logiki opowieści. Podobnego uczucia doznałem podczas lektury Bram Domu Umarłych, kiedy pojawiła się Gildia Trygalle – ale to akurat dyskusja na zupełnie inny czas. W każdym razie zwierzchnik Rallicka Noma, Ocelot, przestrzega zabójcę, że ktoś na nich poluje – być może imperialni szpiedzy ze Szponu (my, czytelnicy, możemy się jednak domyślać, że to zupełnie kto inny – ktoś, kto opada na miasto z unoszącej się w powietrzu fortecy) – proponuje zastawienie pułapki.

Tymczasem Crokus pokazuje swoją monetę (monetę Oponn, pamiętacie?) Kruppemu, a tłusty krętacz szybko i niezauważalnie robi jej woskową kopię. Później ujawnia jej istnienie Wielkiemu Alchemikowi Barukowi, a ten nakazuje strzec młodzieńca – ale być również gotowym, aby w razie czego go zabić. Kruppe pracuje dla Baruka? Baruk wydaje ewentualny wyrok na swojego siostrzeńca? Intryga się zagęszcza.

Ano właśnie. Na koniec dzisiejszego wpisu zostawiłem sobie trzy najciekawsze postacie rozdziałów 6 i 7: Kruppego, Baruka i… ale o tym zaraz. Najpierw grubasek: z każdym akapitem okazuje się czymś więcej, niż początkowo zakładaliśmy (tym razem powstrzymam się od odniesień do Wspomnienia Lodu i Myta Ogarów) – na pewno jest jakimś czarodziejem, być może potężniejszym, niż na to wygląda. W końcu, we śnie odwiedza do pradawny bóg – ten sam, który został obudzony krwią pechowego zabójcy w rozdziale 5. Ten bóg, K’rul (bardzo howardowskie imię), nakazuje Kruppemu odnaleźć Przyboczną Lorn i towarzyszącego jej Toola (Czas dygresji: znów żal, że gra słów nie została przetłumaczona; Tool to jedna z moich ulubionych postaci Ogrodów Księżyca i, co nie powinno dziwić, Wspomnienia Lodu), bowiem „to oni dokonają przebudzenia” (Ogrody Księżyca, str. 200). To świetny przykład zastosowania przez Eriksona broni Chekowa – być może teraz nie wiemy, o czym mówią, ale zanim skończymy lekturę książki, ten wątek „wypali” z hukiem.

Wielki Alchemik Baruk, podobnie jak Starucha, wydaje się postacią nieco zaniedbaną. Z późniejszych części cyklu dowiemy się, że nie jest tym, kim się wydaje (a kto w Malazańskiej Księdze Poległych jest?), ale na obecnym poziomie historii wie zadziwiająco mało, jak na zajmowaną pozycję. W rozdziale szóstym spotyka się z Turbanem Orrem i odrzuca jego propozycję neutralności wobec Malazańskiego Imperium. [EDIT: wkradł mi się tu wcześniej żenujący błąd, na szczęście marenicus go wyłapał, dzięki!] Baruk jest przywódcą Koterii T’orrud, de facto władców miasta, do tego sekretnego stowarzyszenia należy również Mammot, wujek Crokusa.

W rozdziale szóstym… poznaje Anomandera Rake’a. Wreszcie. Czytelników dziwi przede wszystkim niewiedza Baruka dotycząca postaci władcy Odprysku Księżyca. Wielki Alchemik jest zdziwiony, kiedy Anomander Rake okazuje się być Tiste Andii (przedstawicielem rasy nieludzi; Amanda z FantasyLiterature.com słusznie zauważa, że na tym etapie w cyklu, ciemnoskórzy długowieczni eteryczni obcy są u Eriksona niczym sztampowe elfy – dopiero w kolejnych odsłonach uda się autorowi wykreować dla nich unikalny klimat) – a przecież jest znany jak świat długi i szeroki (i stary, przeraźliwie stary). Wielu zwala tę niewiedzę na tzw. Gotism (od angielskiego tytułu Gardens of the Moon) – pierwsza książka Eriksona powstawała przez osiem lat, początkowo jako scenariusz filmowy, i była pomyślana jako dzieło samodzielne, stąd pewne różnice pomiędzy Ogrodami Księżyca a resztą sagi (na przykład zagubiony miecz Przybocznej) były nieuniknione.

Sam Anomander Rake został pomyślany jako uosobienie „fajności”: majestatyczny, opanowany, niebezpieczny, ponadczasowy, potężny, tajemniczy itd. Nawet jego miecz, Dragnipur, roztacza taką aurę. Takie postacie w literaturze często zawodzą, bo nie są w stanie udźwignąć tego całego bagażu, ale władcy Tiste Andii się to udaje – przede wszystkim dzięki scenom, w których pan Odprysku Księżyca nie występuje, ale jest obecny duchem. Na przykład, jego reputację świetnie buduje scena ustawiona wcześniej przez rozmowę z Wielkim Alchemikiem. Rake żąda, aby Darudżystan wydał mu zbiegłych magów z Pale, którzy zdezerterowali i porzucili stanowiska podczas oblężenia (notabene, otrzymujemy również potwierdzenie, że to rzeczywiście imperialny mag Tayshrenn zaatakował własnych ludzi) – zamierza ich ściąć Dragnipurem. Baruk uważa, że bardziej litościwie będzie podać mu ich głowy na tacy – do czego rzeczywiście dojdzie. Magowie z Pale wolą poddać się dobrowolnej egzekucji, niż dać się zabić władcy Tiste Andii. To dopiero strach.

I znów czas kończyć – dziś było achronologicznie, ale tematycznie. Z ciekawostek – a zapewniam, że takich szczegółów jest wiele wiele więcej - które wyłowili Bill i Amanda, przywołam Wam jedną. Wiecie, jak w książkach fantasy autor buduje świat, rzucając gdzieniegdzie egzotyczne nazwy dalekich krain i państw, wspominając coś o władcach albo postaciach historycznych, o których później już nigdy nie usłyszymy? To podobno nazywa się światotworzeniem. Czytając Eriksona, tak właśnie odbierałem te drobne szczegóły – jako ozdobniki. A tu proszę: rozdział siódmy i zdawkowa wzmianka o Panniońskim Jasnowidzu (centrum fabuły Wspomnienia Lodu) – i to dopiero, moi drodzy, nazywa się światotworzeniem.